W 2018 roku studio Rare wypuściło grę, która wydawała się skazana na porażkę. Sea of Thieves oferowało piękne morza, klimatyczne statki pirackie i… właściwie to wszystko. Brak konkretnych celów, minimalna progresja, tylko kosmetyczne ulepszenia. Krytycy byli bezlitośni, a gracze narzekali na pustkę. Dziś jednak, siedem lat później, Sea of Thieves przyciągnęło ponad 40 milionów graczy do kwietnia 2024 roku i stało się jedną z najbardziej charakterystycznych gier swojej generacji.
Kontrowersyjny start
Gdy Sea of Thieves zadebiutowało, reakcje były mieszane. Krytycy chwalili walkę morską, rozgrywkę wieloosobową, oprawę wizualną i fizykę, ale krytykowali progresję, rozgrywkę i brak treści. Gracze szybko odkryli, że cały system progresji opiera się na zdobywaniu złota, które można wydać wyłącznie na kosmetyczne elementy – nowe ubrania, malowanie statku, ozdoby. Żadnych lepszych armat, szybszych okrętów czy potężniejszej broni. Każdy gracz, niezależnie od czasu spędzonego w grze, ma dokładnie takie same wyposażenie.
To podejście było rewolucyjne i… bardzo ryzykowne. W czasach, gdy większość gier online budowała zaangażowanie poprzez systemy progresji, poziomy doświadczenia i coraz potężniejszy ekwipunek, Rare zdecydowało się pójść w zupełnie przeciwnym kierunku.
Fenomen równości na morzach
Kluczem do zrozumienia sukcesu Sea of Thieves jest właśnie ta pozorna „pustka”. Jak zauważają sami gracze,
Jedną z najlepszych cech tej gry jest właśnie to, że nie ma progresji. Od momentu zalogowania się jesteś na równym poziomie, niezależnie od tego, czy masz tysiąc godzin, czy grasz po raz pierwszy […]
Jeden z użytkowników Reddita
To podejście tworzy unikalny ekosystem, w którym liczy się nie czas spędzony w grze, ale umiejętności, kreatywność i współpraca.
Każde spotkanie na morzu jest nieprzewidywalne. Nowy gracz może skutecznie walczyć z weteranem, jeśli ma lepszą strategię lub więcej szczęścia. Nie ma frustracji związanej z tym, że ktoś ma „lepszy build” czy „wyższy level„. Wszyscy są po prostu piratami na równych szansach.
Sandbox emergentnego story-tellingu

Sea of Thieves nie jest tradycyjnym sandboxem – nie można budować ani wpływać na świat, ale oferuje coś równie cennego: przestrzeń do emergentnego story-tellingu. Gra dostarcza jedynie narzędzia – statek, broń, morze pełne wysp i innych graczy. To gracze stają się storytellerami, tworząc niepowtarzalne historie poprzez swoje działania, decyzje i interakcje.
Nie ma skryptowanych questów z epicką fabułą. Zamiast tego są proste preteksty narracyjne: „znajdź skarb na tej wyspie” lub „dostarcz towary do portu”. Prawdziwy story-telling dzieje się po drodze – nieoczekiwane spotkania z innymi graczami tworzą dramaty o zdradzie lub sojuszach, burze stają się epickim wyzwaniem do przetrwania, kraken wyłaniający się z głębin zamienia rutynową podróż w legendę, a magiczny moment, gdy słońce zachodzi nad spokojnym morzem podczas gry załogi na instrumentach, staje się końcem niezapomnianej opowieści.
W Sea of Thieves każdy gracz jest jednocześnie bohaterem, narratorem i publicznością. Gra nie opowiada historii – pozwala je tworzyć.
Siła społecznego story-tellingu
Rare od początku traktowało Sea of Thieves jako „grę jako usługę” i regularnie wypuszczało aktualizacje treści, ale to nie one były kluczem do sukcesu. Prawdziwą siłą okazała się społeczność, która zrozumiała wizję twórców i zaczęła tworzyć własną kulturę narracyjną.
Gracze nie tylko wymyślili niepisane zasady piractwa i rytuały spotkań na morzu – stali się storytellerami, którzy przekazują swoje przygody dalej. W social mediach, na forach i streamach powstały tysiące opowieści o słynnych piratach, epickich bitwach i niezapomnianych przygodach. Każda sesja gry to potencjalna historia warta opowiedzenia.
Ten społeczny story-telling stworzył samonapędzający się cykl – gracze przychodzą do gry nie tylko żeby przeżyć przygodę, ale też żeby mieć co opowiedzieć innym. Społeczność sama stała się główną atrakcją gry, a najpotężniejszą walutą stały się nie wirtualne złoto, ale historie warte zapamiętania.
Wyjście na Steam i dalszy rozwój

Publikacja na Steam w czerwcu 2020 roku otworzyła grę na zupełnie nową publiczność, co doprowadziło do kolejnego wzrostu popularności. Sea of Thieves osiągnęło milion sprzedanych kopii na Steam już w lipcu 2020 roku.
Mimo że szczytowa liczba graczy spadła o 70% między czerwcem 2020 a czerwcem 2023, gra nadal utrzymuje stabilną bazę fanów. Sea of Thieves zachowuje 40-50% nowych graczy po 3 miesiącach, co jest imponującym wynikiem w świecie gier wieloosobowych online.
Lekcja dla branży
Sukces Sea of Thieves to dowód na to, że gracze nie zawsze potrzebują skomplikowanych systemów progresji czy tysięcy godzin treści. Czasami wystarczy dobry pomysł, piękny świat i zaufanie do kreatywności społeczności. Gra udowodniła, że można zbudować trwały sukces, oferując narzędzia do tworzenia własnych przygód zamiast gotowych rozwiązań.
Sea of Thieves nie mówi graczom, co mają robić. Zamiast tego pyta: „Jaką historię chcecie stworzyć?” I okazuje się, że ta prostota, ta pozorna pustka narracyjna, to właśnie największa siła gry. W świecie pełnym questów do zaliczenia, levelów do zdobycia i gotowych fabuł do przeżycia, Sea of Thieves oferuje coś bezcennego – wolność napisania własnej własnej pirackiej przygody.
To właśnie dlatego miliony graczy wciąż powraca na te wirtualne morza. Nie po to, żeby poznać kolejny rozdział napisanej przez deweloperów historii, ale żeby stworzyć kolejną opowieść, której nikt wcześniej nie wymyślił i tylko oni będą mogli ją przeżyć.
