Watch Dogs 2 wydane w 2016 roku z pewnością było jedną z lepszych gier, w jakie miałem okazję grać. Nie jest to może podium, ale jednak plasuje się wysoko. W oryginalne Watch Dogs z 2014 roku muszę przyznać, że nie grałem. Próbowałem, ale jakoś nie wyszło. A więc czego mogłem się spodziewać po wydanej w 2020 roku trzeciej odsłonie gry, jak nie powrotu do GTA w wersji tego nieśmiałego dzieciaka z klasy? Czy się udało? Tak średnio, bym powiedział…
Ale od początku. Watch Dogs: Legion to trzecia odsłona już kultowej serii przygodowych gier akcji z otwartym światem, skupionej na hakerach z grup DedSec, chcących obalić reżim korporacji nieszanujących naszej prywatności i wolności. W tej kwestii nie zmieniło się wiele i założenia są te same. Wydana w 2020 roku przez studio Ubisoft na konsole PlayStation i Xbox oraz na PC. Recenzja dotyczy wersji na Xbox Series X.
Jak wygląda rozgrywka
Dla kogoś kto grał w poprzednie Watch Dogs’y nie pojawi się tutaj nic szczególnie nowego. Watch Dogs: Legion to przygodowa gra akcji z elementami łamigłówek, gdzie nasze główne narzędzia to smartfon i umiejętności hakerskie. Podstawą rozgrywki jest infiltracja różnych lokacji – czasem robimy to skradając się jak prawdziwy ninja, czasem po prostu wchodzimy głównym wejściem używając odpowiedniej postaci z odpowiednim uzbrojeniem.

Hakowanie środowiska to wciąż serce tej gry – przejmujemy kamery, sterujemy dronami, manipulujemy systemami bezpieczeństwa i sprawiamy by życie przeciwników stało się jak najgorszym. Do tego dochodzi standardowy arsenał broni, ale szczerze mówiąc, zdecydowanie więcej satysfakcji daje bezkrwawe podejście, gdzie eliminujemy wrogów przy pomocy paralizatorów czy po prostu ich unikamy. Cała rozgrywka opiera się na planowaniu – musisz przeanalizować teren, znaleźć słabe punkty w systemie bezpieczeństwa.
Interfejs w grze jest intuicyjny i bardzo dobrze zaprojektowany – wszystko mamy pod ręką bez niepotrzebnego klikania po menu. Jedną z najfajniejszych mechanik jest możliwość zeskanowania każdej osoby na ulicy. Wystarczy spojrzeć na kogokolwiek i od razu widzimy jego imię, zawód, zarobki, a czasem nawet jakieś ciekawostki z życia prywatnego. To sprawia, że Londyn wydaje się żywy – każdy przechodzeń ma swoją małą historię. A jeśli chodzi o hakowanie, to naprawdę możemy zhackować praktycznie wszystko: od lamp ulicznych i barier, przez samochody i drony, aż po systemy wentylacyjne czy alarmy.
Fabuła w Watch Dogs: Legion
Gra opowiada o Londynie przyszłości, gdzie po serii zamachów terrorystycznych wywołanych przez grupę Zero-Day, władze oddały kontrolę nad miastem w ręce prywatnej firmy ochroniarskiej Albion – czyli ponownie motyw prywatnego wojska które na za dużo sobie pozwala. DedSec – nasza hakerska organizacja, zostaje wrobiona w te zamachy i musi odbudować swoje wpływy, aby oczyścić się z zarzutów i odkryć prawdziwych winowajców. Na papierze brzmi to całkiem nieźle, prawda?

Problem w tym, że gra nie ma dobrze zarysowanej fabuły. Niby mamy jakieś tam rozmowy w tle w trakcie wykonywania misji, ale w sumie to są o niczym, więc szybko człowiek wyłącza się i przestaje ich słuchać. Tym bardziej że ciężko skupić się na skradaniu i planowaniu swojego podejścia, kiedy coś nam gada o pierdołach w tle.
Podobnie jest z główną postacią gry… której tak właściwie nie ma. Gra umożliwia nam zagranie dosłownie każdym… poza kimś z charakterem. Jeżeli nasza postać zginie, bądź zostanie aresztowana po prostu przełączamy się na innego agenta i tyle. Przy takim układzie nie ma opcji by przywiązać się do protagonisty. Co innego jakby każdy z naszych agentów miał jakąś swoją osobowość, ale nie… to są zwykłe NPC’e (o czym jeszcze później).
Niesamowity otwarty Londyn z nutką Cyberpunka
Otwarty świat w Watch Dogs: Legion to chyba najlepszy element tej gry. Londyn w futurystycznej wersji wygląda niesamowicie. Trochę vibe’u takiego Overwatcha. Nic przesadzonego, bo Londyn dalej wygląda jak Londyn, ale budki telefoniczne zostały zamienione na budki z darmowym Wi-Fi, a ulotki czy plakaty zastąpione hologramami. Całość jest niesamowicie szczegółowa i niesamowicie dobrze oddana. I piszę to z perspektywy osoby, która w Londynie była już kilka razy. Dla mnie to miasto zostało oddane bezbłędnie, bez zbędnych uproszczeń.

Każda dzielnica ma swój charakter – od eleganckich dzielnic biznesowych po robotniczy Camden. Możemy zwiedzać ikoniczne miejsca jak Tower Bridge, Big Ben czy London Eye, ale w nowej, futurystycznej odsłonie. Szczególnie wieczorami gra prezentuje się rewelacyjnie – neonowe reklamy, hologramy i oświetlenie tworzą naprawdę klimatyczną atmosferę. To jest ten moment, kiedy myślisz „kurde, ale pięknie„, a potem przyłapujesz się na tym, że od pół godziny po prostu spacerujesz po mieście zamiast wykonywać misje.
Wysoka ambicja, która nie ma sensu
Za Watch Dogs 3 ewidentnie stała ogromna ambicja, której nie udało się w pełni zrealizować. W Legion możemy zrekrutować każdego, dosłownie każdego napotkanego NPC-ka jako agenta DedSeca. I tu pojawiają się problemy, bo wystarczy do takiego NPC podejść i kliknąć przycisk. Wtedy zaczyna się scenka:
– „Cześć„,
– „O cześć, ty jesteś z Dedsecu. Mógłbyś coś dla mnie zrobić?„,
– „Tak, zrobię to„
I tyle. Po wykonaniu zadania NPC dołącza do listy agentów i możemy sobie nim zagrać. Dużo komentarzy pojawia się tutaj, że twarze często się powtarzają i tym podobne, ale ja osobiście jakoś tego nie doświadczyłem. To znaczy powtarzają się, ale nie żeby mi to jakoś szczególnie uwłaczało. Bardziej przeszkadza mi jednak bezsens tego rekrutowania. Niby trzeba to robić, ale kurde… jesteśmy przestępcami, których ściga i policja, i Albion, a każdy na ulicy nas rozpoznaje po zwykłym „Hejka„. Jednocześnie nikt nie zadzwoni, żeby nas zgłosić, ani nic. Kolejna gra, która tak fajną możliwość zmieniła w robloxowego tycoona.

Teoretycznie każda postać ma swoje unikalne umiejętności – lekarz może wejść do szpitala bez problemu, robotnik budowlany ma dostęp do placów budowy, a prawnik może szybciej wyjść z aresztu. W praktyce jednak większość misji można przejść kilkoma wybranymi postaciami, a reszta to tylko kosmetyczne różnice. I no tak, fajnie jest mieć wybór, ale kiedy każda postać mówi tymi samymi kwestiami i reaguje tak samo na każdą sytuację, to szybko ten urok się ulatnia.
Oczekiwania vs. Rzeczywistość
Od Watch Dogs: Legion oczekiwałem nieco więcej… choć mam bardzo mieszane uczucia. Niby są to dokładnie te same Watch Dogs’y, a jednocześnie czegoś w nich brakuje. Rzeczywiście rozgrywka wygląda w miarę podobnie, ale nie sprawia tak ogromnej radości jak poprzednia część gry. Przez większość czasu odnosiłem wrażenie, że deweloperzy wykorzystali cały budżet na dopracowany otwarty świat, a potem przyszedł ktoś z góry z pytaniem „I jak? Skończone?„, a programiści odpowiedzieli „Tak, tak… daj nam jeszcze 5 minut„. Dzięki temu ciągle pojawia się w głowie mętlik między „WOW! Ale niesamowite” a „fuj, słaba gra„.

Watch Dogs: Legion jest pełne glitchy i teleportujących się NPC’ów. Tak właściwie prawie każdą misję możemy przejść po prostu czekając w miejscu odpowiednio długo, bo na pewno prędzej czy później strażnika wywali poza mapę. Jest to uciążliwe, ale nie że nie do zaakceptowania, bo twórcy zadbali by na naszą postać też nie patrzyło się zbyt przyjemnie. Animacje i zachowanie postaci przypomina niskobudżetową grę Indie, a nie produkcję Ubisoft. Co prawda, taką postawioną na Unreal 5, ale wciąż Indie (najbardziej na myśl przychodziły mi te wszystkie gry pokroju Police Simulator czy Firefighter Simulator ze steam).
Twórcy także uznali, że wszystkie zasady Newtona można wyrzucić do kosza, szczególnie jeżeli chodzi o samochody. Jazda po ulicach przypomina zderzanie się samochodzikami w wesołym miasteczku, w połączeniu z kulką mocy z Pacmana. Zderzenie z innym samochodem na ulicy sprawia, że ten drugi wylatuje w powietrze jakby jakakolwiek masa nie istniała. NPC jeżdżą zupełnie nieprzewidywalnie a i nasz samochód miewa swoje humorki. Niby powstał tryb auto-jazdy który teoretycznie działa nienajgorzej, ale tak właściwie po co, skoro auto wtedy jedzie powoli i kompletnie nie tam gdzie my byśmy chcieli.
Techniczna porażka
Fascynuje mnie też jakim cudem przez 4 lata Ubisoft zamiast rozwinąć technicznie grę, to wręcz cofnął ją. Gra jest napchana loading screen’ami na każdym kroku. Rozumiem, że optymalizacja wymagała, by nie zaczytywać wnętrza każdego budynku przy pierwszej okazji, ale jakoś w Watch Dogs 2 rozwiązali to całkiem nieźle poprzez wydłużoną animację wpisywania jakiś cyferek w panel obok. Tutaj postać też wpisuje te cyferki, żeby po chwili odpalić ekran ładowania. I no dobrze… na szybkim dysku Xbox’a ładowanie nie trwa długo, ale do szału potrafi doprowadzić chodzenie po domu który ma 3 piętra, a co każde wejście do windy gra się musi załadować w najmniej naturalny sposób.
Nawet Wiedźmin 3 z 2015 roku potrafił zaoferować niesamowicie dopracowany świat bez ekranów ładowania. Watch Dogs 2 także nie miał ich zbyt wiele. Może tylko ja wymagam zbyt dużo, ale czy aż tak ciężko schować ładowanie się pokoju za cutscenką czy animacją tuptania nóżką w windzie? Pamiętajcie jednak, że to nie ja jestem programistą gier, więc co ja się tam mogę znać.
Dodatkowo gra cierpi na problemy z framerate’em, szczególnie w bardziej zatłoczonych obszarach miasta. Na Xbox Series X to nie jest aż tak odczuwalne, ale czasami zauważalne spadki płynności potrafią zirytować. Tekstury także miewają swoje problemy – czasami ładują się z opóźnieniem, co może być szczególnie widoczne podczas szybkiej jazdy po mieście.
Czy to oznacza, że Watch Dogs: Legion to naprawdę zła gra?
Tak… choć niekoniecznie. Pewnym jest jednak to, że nigdy nie zapłaciłbym pełnej ceny za tę grę. Watch Dogs: Legion to przykład gry która jest trochę jak ten jeden uczeń – mądry, ale leniwy. Tutaj naprawdę dosłownie jedna, duża łatka sprawiłaby, że moja ocena skoczyłaby o kilka punktów w górę. Mimo tego wszystkiego negatywnego co napisałem tutaj o grze, sama rozgrywka była naprawdę przyjemna. Może nieco powtarzalna, ale jednak przyjemna. Skakanie po kamerach, przejmowanie dronów i obezwładnianie przeciwników po cichu z paralizatora zostało na swoim miejscu.
Jest to gra, którą można polecić w promocji lub z Game Pass’a – za darmo lub za niewielkie pieniądze dostajemy całkiem solidną rozrywkę na kilkadziesiąt godzin. Problemem Watch Dogs: Legion jest to, że przy pełnej cenie konkuruje z grami, które oferują znacznie więcej jakości i dopracowania. To nie jest zła gra, ale to też zdecydowanie nie jest gra, która zasługuje na miejsce w bibliotece każdego gracza.
Watch Dogs: Legion - piękny Londyn, szkoda że to wszystko
Watch Dogs: Legion to zmarnowany potencjał - świetny pomysł na grę, pięknie odwzorowany Londyn, ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Gdyby deweloperzy poświęcili więcej czasu na dopracowanie szczegółów zamiast skupiania się tylko na głównej mechanice rekrutowania, moglibyśmy dostać naprawdę wybitną grę. W obecnej formie to po prostu przeciętna rozrywka, która może sprawić radość fanom serii, ale raczej nie przekona nikogo nowego do świata Watch Dogs.
Plusy
- Świetnie zaprojektowany otwarty świat
- Szczegółowe oddanie Londynu wraz z klimatem
- Przyjemna i luźna rozgrywka
Minusy
- Pełna błędów
- Nużąca fabuła bez protagonisty
- Sprawia wrażenie niedokończonej
-
Gameplay
-
Jakość wykonania
-
Fabuła
-
Otwarty świat
