Pamiętasz ten moment, kiedy po raz pierwszy uruchomiłeś XCOM-a i czułeś dreszczyk emocji z każdą podjętą decyzją? Albo gdy Portal po raz kolejny wywrócił twój mózg do góry nogami swoimi zagadkami? Co jeśli powiem ci, że te same uczucia można przeżyć… bez komputera? Brzmi jak herezja? Spokojnie, nie proponuję ci porzucenia gamepada na rzecz drewnianego pionka na zawsze. Po prostu chcę ci pokazać, że niektóre gry wideo świetnie czują się też w formie kartonowej.
Spis Treści
Dlaczego w ogóle zawracać sobie głowę planszówkami?
Zanim przejdziemy do konkretów, pozwól, że się z tobą szczerze rozliczę. Jako gracz wideo prawdopodobnie myślisz: „Po co mi jakaś planszówka, skoro mam piękną grafikę w 4K i surround 7.1?„. I masz rację – technologicznie rzecz biorąc, gry wideo są na zupełnie innym poziomie. Ale planszówki oferują coś, czego gry cyfrowe często nie potrafią: prawdziwą interakcję społeczną, dotykowy kontakt z mechanizmami gry i… ciszę od ciągłych powiadomień na telefonie.
Poza tym, adaptacje gier wideo to ciekawa fuzja dwóch światów. Deweloperzy planszówek muszą wyciągnąć samą esencję rozgrywki z cyfrowego oryginału i przetłumaczyć ją na język kart, pionków i kości. Czasami efekt jest jeszcze lepszy niż pierwowzór – no dobra, może nie lepszy, ale na pewno inny. I czasem właśnie ta „inność” potrafi zaskoczyć.
XCOM: The Board Game – Stres w kartonowej wersji

XCOM: The Board Game wykorzystuje aplikację mobilną do odtworzenia presji czasowej znanej z oryginału, zmuszając graczy do podejmowania szybkich decyzji dotyczących rozmieszczenia wojsk i obrony przed kosmitami. Jeśli myślałeś, że planszówka nie może być tak stresująca jak gra komputerowa, to się myliłeś.
Gra dla 1-4 graczy łączy tradycyjne elementy planszówki z darmową aplikacją mobilną, która kontroluje tempo rozgrywki. Każdy gracz przyjmuje konkretną rolę: Dowódca, Oficer Centralny, Naukowiec lub Żołnierz. Aplikacja na telefonie dyktuje tempo i tworzy presję czasową – dokładnie jak w oryginale, gdzie każda sekunda się liczy i jedna zła decyzja może zrujnować całą misję.
Co najlepsze? Kooperacja jest tutaj kluczowa. Nie ma alfa-gracza, który będzie ci mówił co robić, bo każdy ma swoje zadania i musi się nimi zajmować jednocześnie. To prawdziwa praca zespołowa pod presją czasu.
Portal: The Uncooperative Cake Acquisition Game – Tort to kłamstwo

Portal w wersji planszowej to coś pięknego. Zamiast pierwszoosobowej łamigłówki dostajemy grę, gdzie 2-4 graczy rywalizuje o… ciacho. Ale oczywiście nie jest tak prosto, jak mogłoby się wydawać (czy ktokolwiek spodziewał się, że z uniwersum Portal będzie proste?).
Gracze sterują obiektami testowymi i muszą nawigować przez komory testowe Aperture Science. Mechanika gry wspaniale oddaje atmosferę oryginału – masz poczucie, że GLaDOS cały czas cię obserwuje i ma swoje plany. Karta za kartą odkrywasz nowe elementy komór, rozwiązujesz zagadki przestrzenne, ale tym razem rywalizujesz z innymi graczami o to, kto pierwszy dotrze do upragnionego deseru.
Gra ma też fantastyczny humor charakterystyczny dla serii Portal. Teksty na kartach mogą wywołać uśmiech nawet u najbardziej zahartowanych graczy.
Doom: The Board Game – Piekło na ziemi w kartonowej wersji

Doom: The Board Game występuje w dwóch wersjach – oryginalnej z 2004 roku i nowszej wydanej przez Fantasy Flight Games, gdzie jeden gracz wciela się w siły piekielne, a do czterech innych graczy gra jako marines próbujący przeżyć.
Nowsza wersja Doom: The Board Game to czysta futurystyczna jatka w najlepszym tego słowa znaczeniu. Jeden gracz kontroluje demony, reszta (do 4 osób) gra żołnierzami próbującymi przetrwać. Gra oferuje dwie misje: Black Bishop i Exodus, rozgrywane na dwustronnych płytkach map z wykorzystaniem specjalnych kości.
Mechanika świetnie oddaje frenetyczny klimat strzelanek z serii. Żołnierze muszą współpracować, żeby przetrwać, podczas gdy gracz-demon próbuje ich wyeliminować wszelkimi dostępnymi sposobami. To asymetryczna rozgrywka w najlepszym wydaniu – jedna strona ma zupełnie inne cele i możliwości niż druga.
Civilization: A New Dawn – Budowanie cywilizacji bez godzin czekania na turę

Civilization: A New Dawn może nie być tak rozbudowana jak poprzednie gry z serii Civilization, ale prawdopodobnie jest najlepsza z całej grupy i z pewnością najłatwiejsza do zmieszczenia w jeden wieczór.
Jeśli kochasz serię Civilization, ale czasami męczy cię czekanie 20 minut na turę w trybie multiplayer, planszówka może być odpowiedzią na twoje problemy. Civilization: A New Dawn kompresuje esencję budowania cywilizacji do 1-4 godzin rozgrywki.
Gra zachowuje kluczowe elementy serii: eksplorację, rozwój technologii, budowanie miast, handel i dyplomację. System kart handlowych działa podobnie do drzewka technologii z gier komputerowych – każda zdobyta karta daje nowe możliwości i otwiera kolejne ścieżki rozwoju.
Co ważne, gra została zaprojektowana tak, żeby unikać klasycznego problemu cywilizacyjnych planszówek – endless analysis paralysis. Mechanizmy są eleganckie i nie pozwalają na zbyt długie zastanawianie się nad każdym ruchem.
Crusader Kings: The Board Game – Dynastyczna gra o tron

Crusader Kings dołącza do gier opartych na Civilization jako jedna z udanych adaptacji grand strategy od Paradox Interactive.
Crusader Kings: The Board Game to próba przeniesienia kompleksowej grand strategy na karton. I co ciekawe, udana próba. Gra koncentruje się na tym, co w cyfrowym oryginale najważniejsze – budowaniu dynastii, intrygach dworskich i politycznych rozgrywkach.
Każdy gracz kontroluje średniowieczny ród i próbuje zapewnić mu dominację przez kilka pokoleń. System następstwa tronu, małżeństw politycznych i intryg został sprytnie uproszczony, ale zachowuje spirit oryginału. Możesz spiskować przeciwko innym graczom, zawierać sojusze, które za chwilę zdradzisz, i budować imperium trwające wieki.
Gra ma też element legacy – decyzje z poprzednich rozgrywek wpływają na kolejne partie, co jest świetnym nawiązaniem do wielopokoleniowego charakteru cyfrowego pierwowzoru.
Bloodborne: The Board Game – Kosmiczny horror na stole

Bloodborne w wersji planszowej to jeden z tych projektów, które na papierze brzmiały jak szaleństwo, a w praktyce okazały się genialne. Gra dla 1-4 graczy oddaje klimat gotyckiego horroru z elementami kosmicznego szaleństwa.
Mechanika przebudzenia (Insight) została przeniesiona na karton w sposób, który może zaskoczyć nawet weteranów oryginału. Im więcej wiesz o świecie gry, tym bardziej niebezpieczny się staje. To eleganckie rozwiązanie, które perfekcyjnie oddaje filozofię FromSoftware.
System walki jest wystarczająco skomplikowany, żeby dać poczucie taktycznej głębi, ale nie na tyle, żeby paraliżować rozgrywkę. A boss fighty? Epickie i wymagające współpracy, dokładnie jak powinno być.
Fallout: The Board Game – Wasteland w pudełku

Fantasy Flight Games stworzyło adaptację Fallout, która skupia się na eksploracji i narracji. Gra pozwala 1-4 graczom wcielić się w mieszkańców post-nuklearnej pustki i przeżyć własne przygody w znanym uniwersum.
System wykorzystuje karty scenariuszy, które tworzą emergentne historie. Nie ma z góry ustalonej fabuły – zamiast tego gracze odkrywają świat i jego sekrety stopniowo, podejmując decyzje, które wpływają na dalszy rozwój wydarzeń. To najbliżej RPG-owej natury oryginalnych Falloutów, jaką można dostać w planszówce.
Mechanika S.P.E.C.I.A.L. została zachowana i przekłada się na różne możliwości interakcji ze światem. Twój charakter naprawdę ma znaczenie – nie każdy potrafi wszystko.
Bioshock Infinite: The Siege of Columbia – Columbia w miniaturze

Choć mniej popularna niż pozostałe adaptacje, planszówka oparta na Bioshock Infinite zasługuje na uwagę. Gra dla 2-4 graczy dzieli się na dwie frakcje: siły Founder i Vox Populi, walczące o kontrolę nad Columbia.
Asymetryczna rozgrywka oznacza, że każda strona ma inne cele i sposoby działania. System wykorzystuje teren jako kluczowy element strategii – Columbia nie jest tylko tłem, ale aktywnym uczestnikiem rozgrywki.
Większość planszówek to nie Monopoly – dlaczego trudno je znaleźć?
Zanim rzucisz się na poszukiwanie którejś z wymienionych gier, muszę cię ostrzec przed jedną rzeczą: świat planszówek działa inaczej niż gry wideo. Podczas gdy twoja ulubiona gra komputerowa może być dostępna na Steamie przez dziesięciolecia, planszówki mają ograniczone nakłady i często znikają z półek na długo.
To nie jest jak z Monopoly czy Warcabami, które są drukowane od zawsze i będą dostępne do końca świata. Większość adaptacji gier wideo jest produkowana przez mniejsze wydawnictwa w limitowanych nakładach. Gdy się skończą, często trzeba czekać lata na wznowienie – jeśli w ogóle nastąpi.
XCOM: The Board Game już nie jest oficjalnie sprzedawany przez Fantasy Flight Games, ale wciąż można go znaleźć w niektórych sklepach lub na rynku wtórnym. Portal: The Uncooperative Cake Acquisition Game głównie krąży po Allegro i eBayu. Część gier jak Bloodborne czy Doom może być dostępna sezonowo, w zależności od polityki wydawcy.
Ale nie poddawaj się! Rynek używanych planszówek to prawdziwe eldorado. Gry są zwykle w świetnym stanie (planszówkarze to maniacy dbałości o pudełka), często można je kupić w cenie niższej niż pierwotna, a niektóre rzadsze tytuły mogą się okazać prawdziwymi skarbami. Sprawdzaj Allegro, OLX, grupy facebookowe jak „Planszówki – kupno, sprzedaż, wymiana” czy zagraniczne BoardGameGeek Marketplace.
Poza tym, nawet jeśli konkretna gra jest niedostępna, sam fakt że istnieje pokazuje, jak bardzo planszówki mogą wchodzić w interakcję ze światem gier wideo. A kto wie – może właśnie twoje poszukiwania doprowadzą do odkrycia następnej gry, która stanie się twoją nową obsesją?
Dlaczego warto spróbować?
Może brzmi to jak herezja dla kogoś, kto spędził setki godzin w cyfrowych wersjach tych gier, ale planszówki oferują coś innego – inny rodzaj immersji. Zamiast się zatracić w grafice i dźwięku, koncentrujesz się na mechanizmach i interakcjach z innymi graczami.
Poza tym, to doskonały sposób na wprowadzenie znajomych do światów, które kochasz. Łatwiej przekonać kogoś do spróbowania planszówki Portal niż do przejścia całej serii gier. A kto wie – może w ten sposób stworzysz nowego fana?
I na koniec – planszówki nie potrzebują aktualizacji, nie mają DLC za dodatkowe pieniądze i nie wymagają połączenia z internetem. To może być odświeżające doświadczenie w czasach, gdy gry-as-a-service zdominowały rynek.
Oczywiście nie wszystkie adaptacje są udane. Niektóre próbują wpakować zbyt dużo mechanizmów z oryginału i stają się nieprzystępne. Inne z kolei tak bardzo upraszczają, że tracą duszę pierwowzoru. Ale te, które udało się zbalansować, potrafią zaskoczyć nawet najbardziej sceptycznych graczy.
Więc następnym razem, gdy będziesz w sklepie z grami i zobaczysz znajome logo na pudełku planszówki, zastanów się przez chwilę. Może warto dać szansę kartonowej wersji? W końcu najgorsze co może się stać, to że spędzisz miły wieczór z przyjaciółmi bez patrzenia w ekran. A najlepsze? Odkryjesz całkiem nowy wymiar swoich ulubionych uniwersów.
