Gry, które nie wypadły najlepiej, mogą dostarczyć nam cennych lekcji – i powodować niekończące się strumienie memów. Przez lata przemierzyliśmy niezliczone światy w poszukiwaniu przygód, tylko po to, by odkryć, że nie zawsze warto było wyruszać w tę podróż. Te gry, które obiecywały nam niebo, często kończyły na jednej z długich list „największych niewypałów”. Ale nie bądźmy zgorzkniali – zamiast tego zobaczmy, co możemy wynieść z tych bolesnych doświadczeń.
Zatem, siadajcie wygodnie, kochani gracze, i przygotujcie się na podróż przez historię gier wideo, która będzie pełna rozczarowań, łez, ale przede wszystkim – zdrowego dystansu i dobrej zabawy. Oto lista największych niewypałów w historii gier, które pokazują, że czasami nawet największe nadzieje mogą się skończyć na twardym lądzie rzeczywistości. Przygotujcie się na pełną przygód i humoru analizę, gdzie każda porażka ma swoją własną lekcję do przekazania. Bo w końcu, jak mawiają – kto się śmieje ostatni, ten… gra w inny tytuł.
6. „Battlefield 2042” (2021)
„Battlefield 2042” miał być triumfalnym powrotem serii, wprowadzającym graczy w futurystyczne pole bitwy z nowymi technologiami i gigantycznymi mapami. Jednakże, zamiast ekscytującej rozgrywki, gracze zostali przywitani przez mnóstwo błędów, problemów z serwerami i niezbalansowaną mechaniką gry. Tryb Hazard Zone, który miał być jednym z głównych punktów sprzedaży, okazał się rozczarowaniem, a brak podstawowych funkcji, jak tablica wyników, tylko pogorszył sytuację.
DICE starało się naprawić sytuację poprzez aktualizacje i poprawki, ale dla wielu graczy było już za późno. Lekcja? Wydanie gry w pełni ukończonej i dopracowanej jest kluczem do sukcesu, nawet jeśli oznacza to opóźnienie premiery.
5. „No Man’s Sky” (2016)
„No Man’s Sky” to gra, która miała być rewolucją w gatunku science fiction. Obiecywała proceduralnie generowany wszechświat z nieskończoną ilością planet do odkrycia, każda z unikalną florą i fauną. Gra miała być niczym więcej jak kosmiczną odyseją, gdzie każdy gracz miał czuć się jak Kapitan Kirk na sterach swojego własnego statku kosmicznego. Rzeczywistość była jednak nieco bardziej prozaiczna. Zamiast epickich przygód, gracze trafili na monotonnie powtarzające się krajobrazy i mechaniki, które szybko stawały się nużące. Brak interakcji między graczami, obiecanych bitew kosmicznych i głębokiej fabuły sprawił, że wielu poczuło się oszukanych.
Mimo to, warto zaznaczyć, że twórcy „No Man’s Sky” nie zrezygnowali. Z czasem, dzięki licznym aktualizacjom, gra zyskała drugie życie, a wielu graczy wróciło, aby odkryć, że ich marzenia o kosmicznej eksploracji w końcu się spełniły. Lekcja? Nie przekładaj premiery, jeśli obiecujesz gruszki na wierzbie – albo przynajmniej, niech te gruszki faktycznie tam będą.
4. „Mass Effect: Andromeda” (2017)
„Mass Effect: Andromeda” miał być wielkim powrotem serii, która podbiła serca milionów graczy na całym świecie. Wszyscy oczekiwali epickiej opowieści, wspaniałych postaci i niesamowitych przygód w kosmosie. Co dostali? Cóż, dostali memy. Facialne animacje były tak dziwne, że Shepard z poprzednich części serii wolałby pozostać w innej galaktyce. Postacie poruszały się jak marionetki, dialogi często były drętwe, a fabuła nie dorównywała swoim poprzednikom.
Ale to nie wszystko. Gracze skarżyli się również na liczne błędy techniczne, które psuły doświadczenie z gry. Nieskończone ekrany ładowania, glitche graficzne i inne problemy były na porządku dziennym. Lekcja? Pamiętaj, że kosmiczna epicka podróż wymaga nie tylko dobrej historii, ale także dopracowanej technologii.
3. „Cyberpunk 2077” (2020)
Ok, trochę kontrowersyjny wybór, tym bardziej, że oceniałem tę grę bardzo wysoko w swojej recenzji, ale musimy porozmawiać o sławnym debiucie „Cyberpunk 2077„. Wiele osób oczekiwało, że wkraczając do Night City, będą mogli poczuć się jak prawdziwi cyberpunkowi badassowie. Ale zamiast tego dostali… bugi, wiele bugów i kilka bugów więcej. Gra miała być rewolucją, ale jej premiera była katastrofalna, szczególnie na konsolach poprzedniej generacji. Zawieszenia, błędy graficzne, a nawet problemy z podstawową mechaniką gry sprawiły, że wielu graczy poczuło się oszukanych.
Nie można jednak zapominać, że „Cyberpunk 2077” miał również swoje mocne strony. Fabuła była intrygująca, świat gry – mimo swoich problemów – zachwycał detalami, a postacie, (zwłaszcza ta grana przez Keanu Reevesa) miały swój urok. CD Projekt Red ciężko pracował nad poprawkami i aktualizacjami, które z czasem uczyniły grę naprawdę grywalną. Lekcja? Nie uruchamiaj gry, jeśli musisz poczekać na aktualizację, żebyśmy mogli w nią w ogóle zagrać.
2. „Fallout 76” (2018)
Ta gra to bardziej wspomnienie gorzkich kapsli, niż odrodzenie postapokaliptycznej serii. „Fallout 76” obiecywał wieloosobowy survival w świecie Fallouta, ale dostaliśmy głównie pustkę i niewielką porcję przemocy. Gra była pełna bugów, serwery często padały, a brak NPC-ów sprawił, że świat wydawał się jakiś taki martwy. To jak obiecać niesamowitą ucztę, a dostarczyć tosty na śniadanie.
Jednak Bethesda starała się naprawić swoje błędy. Wprowadzono liczne aktualizacje, dodano NPC-ów, a świat gry stał się bardziej żywy. Mimo to, pierwsze wrażenie było na tyle negatywne, że wielu graczy już nigdy nie wróciło i nie wróci do Appalachów. Lekcja? Czasami lepiej zagrać w grę planszową, niż spróbować uruchomić coś, co więcej mówi o bugach niż o przeżyciu w postnuklearnym świecie.
1. „Aliens: Colonial Marines” (2013)
Żadna lista niewypałów nie byłaby kompletna bez „Aliens: Colonial Marines„. Ta gra była jak próba stworzenia niskobudżetowego sequelu do kultowego filmu – tylko że gorzej. Grafika, fabuła, AI przeciwników – wszystko to wyglądało jakby Alien uwolnił się w biurach twórców i spalił wszystkie plany. Zamiast dynamicznych walk z obcymi, gracze otrzymali przeciwników, którzy potrafili utknąć na prostych przeszkodach, a fabuła była pełna dziur.
Nawet fani serii „Aliens” czuli się zawiedzeni. Gra miała oddać hołd klasycznym filmom, ale zamiast tego stała się jednym z najgorszych przykładów adaptacji filmowych. Lekcja? Nie róbmy gier, które wyglądają jakby były stworzone przez Facehuggera zamiast przez ludzi. I pamiętajmy, że czasem lepiej pozostawić kultowe filmy w spokoju, niż próbować na siłę je ożywiać.
